26 maja 2017

12.

Teodor źle skojarzył fakty i przez jedną koszmarnie długą chwilę myślał, że Draco ma na myśli dziecko swoje i Charlie, z którą poszli do Chimery. Potem jednak do uzyskanej przed sekundą informacji dołożył inne fakty, z czego uzyskał przyczynę zmieniających się ostatnio jak w kalejdoskopie nastrojów Astorii – a sugerował przecież ciążę! – i szybko się uspokoił. Gdyby Malfoy już nie był pijany, pewnie Nott otworzyłby szampana, postanowił zostawić to jednak na kiedy indziej. Zamiast tego ewakuował przyjaciela do łóżka, a sam przesiedział w kuchni do świtu z paczką papierosów i jeszcze jedną herbatą. Słońce wstawało, gdy on dopiero zasypiał.
Brudek obudził go niecałe trzy godziny później. Teodor, nienaturalnie rozbudzony, z wdzięcznością przyjął od niego wielki kubek parującej kawy i poszedł do pokoju gościnnego, w którym ulokował przyjaciela. Draco leżał na łóżku w dokładnie takim stanie, w jakim go zostawiono – rozczochrany, w wymiętym ubraniu, no, i lekko obśliniony.
– Malfoy! – zawołał nad nim Teodor. – Malfoy, jest po siódmej!
Draco najpierw się skrzywił, jęknął, a dopiero później rozwarł z trudem powieki.
– Nie drzyj się… – wymamrotał, osłaniając oczy ramieniem. – Że niby która jest?
– Dziesięć po siódmej.
– Jest sobota?
– Wtorek, mistrzu.
Draco zaklął siarczyście i zwlókł się z łóżka. Poczłapał za Teodorem do jadalni, narzekając pod nosem na tępy ból głowy.
– Zabini tak cię wypuścił z Chimery? – spytał Nott, kiedy już usiedli przy stole i zabrali się za obfite śniadanie naszykowane przez Brudka. – Powinieneś dać mu w pysk.
Draco nie odpowiedział, chłeptając łapczywie wodę z wysokiej szklanki. Teodor pomyślał, że blondyn może tego później żałować, ale nic nie powiedział.
– Przepraszam za wczoraj – wymamrotał Malfoy. Przejechał dłonią po twarzy. – Nie mogłem wrócić do domu.
– Co, adres zgubiłeś?
Draco w odpowiedzi wypił duszkiem kolejną szklankę wody i wbił tępy wzrok w talerz z pomidorami.
– Pokłóciłem się z Astorią.
Teodor uniósł brwi.
– Czyżby powiedziała ci, że będziesz tatusiem, ale niekoniecznie ona jest w ciąży?
– Zamknij się, Nott, to nie jest śmieszne – warknął Draco i z roztargnieniem zmierzwił sobie włosy. Dla Teodora obserwowanie skacowanego przyjaciela było wyjątkowo zabawne. – Wiesz dobrze, że nie zdradziłbym Astorii, to poniżej mojej godności.
Gospodarz wpatrywał się w niego beznamiętnie, sącząc powoli kawę.
– Więc o co chodzi?
Ona jest w ciąży – rzekł z naciskiem Draco. – O to chodzi. Mówiłem ci, że nie widzę się w roli ojca.
Teodor oparł głowę na zaciśniętej pięści.
– Jakoś mnie to nie dziwi, twoje dziecko miałoby przekichane – stwierdził. – Co jej powiedziałeś?
– Właśnie to – odparł Draco. – Spanikowałem, a jeszcze ona ryczała, trzęsła się, ryczała… Puściły mi nerwy i wyszedłem. Poleciałem z powrotem do Chimery. Zaraz po tobie wyszła Charlie, więc później też ja. Potem Astoria… i znowu wylądowałem u Zabiniego. No i tutaj.
Teodor westchnął i podsunął Malfoyowi koszyk z chlebem.
– Jedz, przed ósmą muszę być u Granger.
Dopił kawę, wstał, po czym poszedł do kuchni odnieść naczynia. Zanim jednak przekroczył próg jadalni, doszedł go cichy głos przyjaciela:
– Kazałem jej usunąć to dziecko. – Teodor powoli się odwrócił. Na twarzy Dracona nie pozostał ślad emocji, zupełnie jak wtedy, gdy mówił mu, że musi załatwić coś pilnego, a tak naprawdę szedł do Pokoju Życzeń… – Powiedziała, że tego nie zrobi. Dopiero wtedy wyszedłem.
Teodor patrzył na niego przez chwilę, po czym zacisnął dwa palce u nasady.
– Jesteś upośledzony życiowo, Malfoy.
Wyszedł.

Choć Draco przez prawie dwa lata był śmierciożercą, złe traktowanie kobiety nigdy nie wchodziło w grę, a on sam instytucję małżeństwa traktował bardzo poważnie. Lucjusz Malfoy nie był wzorem przykładnego męża i rzadko okazywał Narcyzie ciepłe uczucia, ale synowi wpoił, że do żony trzeba mieć szacunek i absolutnie nie ma mowy o przekraczaniu pewnych granic. Jednak mimo że Teodor znał Dracona, nie mógł wyrzucić z głowy obrazu blondyna stojącego nad drobną, skuloną, zapłakaną Astorią, krzyczącego, że to absurd i że on nie może zostać ojcem. Rozbijającego wazon na ścianie w chwili, kiedy ona odmawia pozbycia się problemu. Trzaskającego głośno drzwiami bez zamiaru rychłego powrotu do żony.
Teodor był prawie pewien, że jego wizja daleko odbiega od rzeczywistości, lecz i tak nie zmniejszało to zniesmaczenia zachowaniem Dracona. Nie chodziło nawet o to, co powiedział, a o to, że zostawił Astorię samą. Nie miał pojęcia, jak sam zachowałby się w takiej sytuacji, ale wiedział jedno – pewnych rzeczy się po prostu nie robi.
Przy Fontannie Magicznego Braterstwa każdy z nich poszedł w swoją stronę. Teodor bez słowa, bo nie miał Malfoyowi nic do powiedzenia.
Drzwi do gabinetu Granger były otwarte, a ona sama zmieniała kwiaty w wazonach. Gdy tylko usłyszała kroki w poczekalni, wyszła Teodorowi na spotkanie.
– Dzień dobry – powiedział pierwszy, kładąc torbę na biurku.
Hermiona założyła ręce na piersiach i oparła się o futrynę.
– Dzień dobry. – Po tonie jej głosu Teodor już wiedział, co usłyszy za chwilę. – Dziękuję za dokumenty z Archiwów.
– Nie ma za co.
– Nott. – Teodor ledwo powstrzymał się od wywrócenia oczyma. Granger brzmiała zupełnie jak za czasów Hogwartu, gdy ganiła pierwszaków za bieganie po korytarzach. Niech jeszcze odejmie punkty Slytherinowi. – Dobrze, że wieczorem zajrzałam do Ministerstwa, inaczej w ogóle nie dostałabym tych papierów. Zignorowałeś mnie.
Och, był pewny, że dostanie po głowie. Jednak po tym, co usłyszał od Malfoya, nie miał ochoty na wysłuchiwanie nagany za złe zachowanie.
– Przepraszam – powiedział prawie ze skruchą. – Zapomniałem.
Hermiona zmrużyła oczy.
– Niech ci się lepiej nie zapomina. – Zerknęła na zegarek na nadgarstku. – Za pół godziny rozprawa, bądź gotowy.
Zniknęła w gabinecie.
Teodor westchnął, zdawszy sobie sprawę, że chłód w jej głosie szarpnął jakąś strunę w jego sercu.

Na lunchu przysiadł się do Dracona, który tylko obrzucił go ponurym spojrzeniem i nie odezwał się.
– Jesteś obrażona, dziewczynko?
– Wsadź sobie te żarciki…
– Malfoy, jesteś wkurzony, bo nie poklepałem cię z uśmiechem po ramieniu i nie powiedziałem: „Masz rację, nie bierz odpowiedzialności za to, co masz w spodniach” – przerwał mu Nott, celując w blondyna oskarżycielsko widelcem. – Udowadnianie męskości jeszcze się nie skończyło.
Draco zaklął szpetnie, a potem jeszcze raz, a potem zacisnął pięści, jakby miał zamiar przyłożyć Teodorowi.
– Udajesz mądrego, chociaż nigdy nie byłeś w takiej sytuacji – warknął. Jego niebieskie oczy ciskały gromy. – Nie wiesz, co to znaczy być mężem ani mieć nad głową widmo ojcostwa, na które nie jesteś gotowy!
– Jesteś idiotą, bo zostawiłeś ją samą – odparł spokojnie Teodor. – Ty polazłeś się urżnąć, a ona co? Nawet whisky nie może się napić. Nie zdziwię się, jeśli będą czekały na ciebie walizki pod drzwiami.
Draco chwycił się za głowę i pociągnął mocno za platynowe kosmyki.
– Nie dorzucaj mi, Nott – mruknął. – Przez ciebie czuję się jeszcze gorzej.
– Należy ci się. Pomyśl o takiej zimnej wódce albo o…
– Zamknij się.
Gdy kilka minut później Teodor zobaczył Burke’a w korytarzu prowadzącym do kantyny, problem Malfoyów gdzieś uciekł, a powrócił dylemat, czy powiedzieć Hermionie o wczorajszym spotkaniu z nim w atrium. Początkowo miał zamiar poinformować ją o swoich przypuszczeniach, ale kiedy ta skończyła go rugać, postanowił uniknąć kolejnej szansy na dostanie opieprzu, tym razem za wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Teodor omiótł spojrzeniem Ottona rozmawiającego przyciszonym głosem z jakąś kobietą, wysoką i smukłą, i z pewnością nie do końca zadowoloną z tożsamości swojego rozmówcy. Patrzyła mu prosto w oczy, ale na jej twarzy malował się wyraz znudzenia. Teodor dałby sobie rękę uciąć, że już kiedyś ją widział, jak nie w jego towarzystwie, to na pewno gdzieś indziej.
Postanowił nie mieszać szefowej w zagadkę Departamentu Tajemnic, a informacji poszukać na własną rękę.

Wróciwszy na swoje piętro, okazało się, że w poczekalni ktoś już czekał. Nie na Hermionę, a na niego. Astoria była blada, chyba jeszcze szczuplejsza niż ostatnio, a jej błękitne oczy lśniły od łez.
– Dobrze, że jesteś – westchnęła na widok Teodora. – Nie miałam się do kogo zwrócić.
Gdyby to nie była ona, Nott już by zripostował, pytając, czy nie ma przyjaciół i czy to dlatego biega wypłakać się do kumpla swojego męża. Jednak nie mógł tego powiedzieć Astorii, której drobne dłonie drżały, a spojrzenie wypełniała ufność. Już po raz któryś złapał się na tym, że sam jej widok rozbija go i pewnie gdyby poprosiła o coś niewykonalnego, natychmiast powziąłby wszelkie starania, by to zrobić.
– Co się dzieje? Jezu, ale nie płacz – jęknął, kiedy kilka łez popłynęło po jej policzkach. – Może usiądź.
Astoria przycupnęła na skraju jednego z krzeseł, wyprostowana jak struna jakby gotowała się do ucieczki. Teodor usiadł obok niej, modląc się w duchu, by nie wpadła w histerię.
– Widziałam Dracona w atrium – wymamrotała. – Wyglądał na zmęczonego. Nie wiesz, gdzie dzisiaj spał? Bardzo się o niego martwiłam, kiedy nie wrócił na noc.
Niemożliwe, by nawet po jego słowach wciąż mówiła o nim z taką troską.
– Był u mnie.
– Więc pewnie już wiesz o wszystkim.
Astoria spuściła wzrok, a Teodor nie mógł uwierzyć, że Malfoy mógł tak okropnie potraktować kogoś tak kruchego i delikatnego jak ona.
Zdołał tylko kiwnąć głową na potwierdzenie jej słów.
– Jest na mnie wściekły – dodała, jakby to było oczywiste.
– Nie, to nie tak – rzekł pospiesznie Teodor. – Nie jest zły na ciebie, bo nie ma zresztą o co, po prostu… to wszystko go zaskoczyło. Kompletnie się nie spodziewał.
– Ja też nie! – odpowiedziała i znowu parę łez skapnęło na jasną sukienkę. – Myślałam, że to ponury żart, bo rozmawialiśmy z Draconem o dzieciach i ustaliliśmy, że to jeszcze nie ten czas. Ale nie sądziłam, że zareaguje aż tak gwałtownie! Że każe… że każe mi… że…
Ukryła twarz w dłoniach. Teodor pomyślał, że to chyba ten moment, kiedy powinien ją przytulić czy coś, ale był w stanie się poruszyć. Nie chciał ciągnąć tego tematu ani nie mógł powiedzieć, że Malfoy zachował się jak dupek, bo to była sprawa, którą powinni załatwić sami. Zamiast tego siedział, czekając, aż Astoria się uspokoi. Kiedy znów na niego popatrzyła, wyglądała jak zbity szczeniak.
– Jak myślisz… Jak myślisz, Teodorze, wyrzuci mnie? Jeśli do niego pójdę? – spytała niepewnie.
Nott miał ochotę położyć jej dłonie na ramionach i potrząsnąć nią, patrząc głęboko w oczy, by ogarnęła się i przestała przejmować się tak bardzo Draconem, a pomyślała o sobie.
Ale potem stwierdził, że chyba tak wygląda miłość, więc ograniczył się do zrobienia wymownej miny.
– Jeśli cię wyrzuci, to ja go wyrzucę. Przez okno.
Astoria uśmiechnęła się delikatnie, smutno, co znów rozbiło na chwilę Teodora. Akurat wtedy z gabinetu wyszła Hermiona, która uniosła brwi na widok niecodziennego gościa.
– Nott…?
– Już pójdę – pisnęła Astoria, wstając z miejsca. Miętosząc w palcach torebkę, zaczęła wycofywać się z poczekalni. – Do widzenia.
– Idź. I gratuluję! – rzucił za nią Teodor, nim zniknęła w korytarzu. Wstał ciężko z krzesła. Hermiona patrzyła na niego podejrzliwie. – No co?
– Czy to była żona Malfoya?
– Tak.
– Miała płacz na końcu nosa.
– Mnie w to nie mieszaj. – Teodor usiadł za biurkiem i zaczął rozglądać się za przygotowanymi dla Granger wcześniej papierami. – Jeśli ich małżeństwo się rozpadnie, to nie przeze mnie. Trzymaj.
Hermiona szybko przeglądnęła zawartość teczki.
– Dzięki. Nie rób więcej za poradnię małżeńską, tylko zajmij się pracą, dobrze?
Zamknęła się w gabinecie, nim Teodor zdążył odpowiedzieć. Przez głowę przemknęło mu, że jeszcze dzisiaj przed osiemnastą zostanie zwolniony.

Teodor nie został jednak zwolniony, natomiast grubo po osiemnastej wciąż siedział w pracy, ponieważ nie mógł dokopać się do dokumentów sprzed dziesięciu lat dotyczących nierozwiązanej sprawy zabójstwa charłaka we wschodniej Anglii. Podejrzewał, że w szafkach nie Chris zrobiła bajzel, a udało się to Jake’owi podczas jego krótkiego urzędowania. Kiedy już odnalazł zaginione papiery, pobojowisko wokół niego przypominało krajobraz po wojnie. Zajął się więc żmudnym sprzątaniem bałaganu, pilnując chronologii i kolejności alfabetycznej kolejnych teczek i segregatorów. Siedzącego po turecku na podłodze zastała go Hermiona.
– Nott? Co ty tu jeszcze robisz? – spytała ze zdziwieniem. – Myślałam, że już wyszedłeś.
Teodor wyłonił się zza biurka.
– Bawię się w archeologa.
Nie odpowiedziała, ale wiedział, co pomyślała: że za wszelką cenę chce się zrehabilitować w jej oczach. Sam nie był pewien, czy to prawda.
– Idę po kawę, chcesz też? – spytała Hermiona. Teodor uniósł brwi, bo przecież jeszcze nie tak dawno dopiero co przekonywała się do cudownego smaku czarnego złota.
– Nie za późno na kawę? Nie będziesz spała w nocy.
Jej oczy wyraźnie mówiły, że i tak tego nie planowała.
– Uroki pracy w Ministerstwie.
Teodor skończył roboty porządkowe dopiero czterdzieści minut później. Ogarnął biurko, wetknął długopisy do kubka, naskrobał ostatnie dwie notatki i posłał je do sąsiednich departamentów, tak by rano czekały już na adresatów. Początkowo chciał zahaczyć o Dracona i spytać, jak mają się sprawy, ale teraz była mała szansa, że jeszcze zastanie go w biurze. Postanowił więc zajrzeć przed wyjściem do Granger. Zapukał i nie czekając na odpowiedź, wszedł do jej gabinetu. Hermiona siedziała za biurkiem otoczona dokumentami, samoprzylepnymi karteczkami i kolorowymi zakreślaczami, a przed nią leżał otwarty Kalendarz. Jedynym źródłem światła była lampka na biurku.
Teodor miał się tylko pożegnać, ale gdy ujrzał jej twarz w tym ciepłym blasku, zamknął za sobą drzwi.
– Wszystko w nim zapisujesz? – Uśmiechnął się ironicznie.
– Wszystko. – Teodor opadł na krzesło dla interesantów. – Dzięki temu mam wolną głowę.
– To po co ci asystent? – spytał zaczepnie.
– Do chodzenia po dokumenty do archiwów.
Mówiła to z powagą, ale kąciki jej ust drżały.
Wiedział, że jeszcze długo mu tego nie daruje.
– Nie męczy cię takie życie według planu? – spytał znów. Zdjął torbę przez głowę i rozsiadł się wygodniej. – Żadnych odstęp, ciągła kontrola czasu, zarezerwowana każda minuta z doby.
– Lubię mieć kontrolę. – Hermiona wzruszyła ramionami, przejeżdżając palcem po brzegu kubka. – Nie lubię niespodzianek. Chcę być zawsze przygotowana.
– Ale jeśli zakładasz, że plan nie ulegnie zmianie, a tak nagle się wydarzy, już nie jesteś przygotowana – zauważył Teodor. – Wtedy twoja teoria pada, bo nie jesteś w stanie być przygotowaną na wszystko.
Znowu wzruszyła ramionami. Dopiero teraz zauważył, jak bardzo jest zmęczona.
– Staram się unikać niespodzianek jak tylko mogę. Tak jest łatwiej, Teodorze. Bezpieczniej.
– Zapisujesz nawet długość trwania porannego prysznicu? – zdziwił się, pochylając nad biurkiem. Hermiona zmarszczyła brwi i zatrzasnęła Kalendarz. – Granger, oszalałaś? Tak się nie da żyć!
– Nikt ci nie każe – odparła zimno. – Nott, tak jest dobrze i nie mieszaj się w moje sposoby planowania sobie życia. Dopóki nie zawalam spraw służbowych, nie masz co prawić mi kazań.
Teodor miał szczerą ochotę spytać, jak sobie radzi ze sprawami prywatnymi, ale koniec końców uznał, że to nie jest odpowiedni moment. Wiedział, co powiedziałby pan Robinson. Nie drażnij lwa. Zamiast tego przyjrzał się dokumentom rozrzuconym na blacie.
– Nad czym pracujesz?
– Sama jeszcze nie jestem pewna – przyznała i upiła łyk na pewno chłodnej już kawy. – Nie chcę na razie wtajemniczać w to innych ludzi z departamentu…
– W tym Burke’a? – wtrącił Teodor, uśmiechając się przebiegle.
– W tym Burke’a, tak. W ciągu ostatnich tygodni miały miejsce trzy incydenty z czarnomagicznymi przedmiotami i mugolami w roli głównej – wyjaśniła. Odgarnęła z czoła niesforny kosmyk, który wymknął się ze schludnego upięcia. Teodor przyłapał się na tym, że sprawdza obecność pierścionka na jej serdecznym palcu. – Jeśli dołączymy do tego antykwariat, w którym pracowałeś, oraz Srebro Aleksandra, mamy cztery przypadki. Nie wiem jeszcze, czy miały ze sobą związek, ale choć wcześniej zdarzały się podobne sytuacje, nigdy z taką częstotliwością.
– Dlaczego nie oddasz tej sprawy do zbadania naszym?
– Chcę się tym zająć sama. – Na jej twarzy malowała się determinacja. Teodor wiedział, skąd ona wynikała. Granger sama była mugolką, w której żyłach płynęła magia, więc wszystkie ataki w jej byłym świecie odbierała bardzo osobiście. – Przynajmniej na razie. Nie wiem, muszę się nad tym zastanowić, pomyśleć…
Zasłoniła buzię dłonią, tłumiąc ziewnięcie. Teodor wstał i przerzucił torbę przez ramię.
– Pomyśl nad tym w domu, Granger – poradził. – Albo najlepiej jutro, bo ta kawa chyba wcale ci nie pomaga.
– Poczekaj. – Sięgnęła do torebki stojącej obok nogi krzesła i wyciągnęła z niej książkę, na pierwszy rzut oka bardzo starą i zniszczoną. Obeszła biurko, po czym wręczyła ją Teodorowi, który z rozbawieniem zauważył, że jego szefowa była boso, bez szpilek jeszcze niższa niż zazwyczaj.
– Po co mi to?
– Lektura na dobranoc. – Brązowe oczy Hermiony błyszczały, albo z rozbawienia, albo ze zmęczenia.
Ojciec chrzestny to idealna pozycja na noc. – Zachichotała. – A ty co masz?
Jej uśmiech nieco zbladł.
– To. – Wskazała kciukiem za siebie na biurko zasłane papierami. – Dialogi są porywające.
Teodor po raz ostatni na nią spojrzał, po czym wycofał się z gabinetu.
– Dobranoc.
– Dobranoc, Teodorze.
Już na korytarzu przyjrzał się Ojcu chrzestnemu i włożył go do torby. Przyzwyczaił się do tego, że dostaje od Granger kilka tomów tygodniowo, najczęściej prozy, ale zdarzyło się parę razy, że wcisnęła mu poezję, jak na przykład Szekspira. Nie wszystkie jej propozycje były w stu procentach trafione w jego gust, jednak zdecydowaną większość ocenił pozytywnie (Szekspira na mocną szóstkę). Później długo o nich rozmawiali, zupełnie jakby to były lekcje angielskiego w mugolskiej szkole, na których omawiali poszczególne utwory. Lubił dzielić się z Granger swoimi spostrzeżeniami, a jeszcze bardziej lubił patrzeć na nią, gdy zachwycała się zawiłościami fabuły lub charakterologią bohaterów.
Teodor w ogóle lubił na nią patrzeć. Często i długo. Zwłaszcza z góry, kiedy spoglądała na niego swoimi dużymi oczyma i marszczyła śmiesznie nos, bo się w czymś nie zgadzali. Albo kiedy dreptała po gabinecie boso w jednej z tych swoich garsonek, zapominając na chwilę o wysokim stanowisku – tak jak kiedyś, chyba w szóstej klasie, w hogwarckiej bibliotece siedziała bez butów na okiennym parapecie, kompletnie zapomniawszy o otoczeniu. Wtedy też ją obserwował, tylko przez chwilę, potem wrócił do własnych zajęć. Wtedy należeli do różnych domów i myślał o niej jak o przemądrzałej Szczotce, zdolnej, lecz bardziej od tego wkurzającej.
Ale wtedy oboje byli inni.
_______________
Do oceny pozostawiam, czy wyszłam z wprawy.
Skończyłam matury, na wszelkie pytania chętnie odpowiem, a z ciekawostek mam jedną: na ustnym polskim powołałam się na Wyjątek i zdałam. Matura to bzdura!
Buziaki.

9 komentarzy:

  1. ojejciu... niesamowite. Teodora zawsze było mi mało, zawsze taki normalny, zawsze taki kochany... nawet, kiedy coś nabroi albo zrobi nie tak. Hermiona jest idealna, właśnie tak szkolna, surowa, ale nie wroga. Draco jak zawsze nieodpowiedzialny, kto inny musi ponosić konsekwencje jego czynów. I Astoria. Nareszcie coś pozytywnego, a nie opis jej jako pustej idiotki, mocno stereotypowy. Uwielbiam Twoje postaci, są rzeczywiste i nieprzerysowane. Niecierpliwie czekam na duuuuuuuuuuuuuuużo więcej.
    Pozdrawiam cieplutko :)
    PS. Nie wyszłaś z wprawy ani troszkę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że wreszcie pojawił się rozdział. Jest świetny :)
    Niecierpliwie czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  3. ZPomnialam troche, ale ten rozdział co nieco mi przypomniał. O tym okropnym Burke'u i o tym, zd Hermiona nie jest zbyt szczęśliwa z Ronem. Za to zdziwiło mnie, ze dzieli sie książkami beletrystycznymi z Teodorem, nie pamiętałam, czy to było wczssniej wspomniane, ale kiedy go strofuje i traktuje, jakby była dziesięć lat starsza , to teochę nie pasuje :p tylko ze ona wlasnie taka jest. Trzeba sie do niej przebić. Teodor coraz bardziej jest gotowy to zrobic
    Draco zareagował strasznie. Jeszcze gdyby nie zdecydował sie na małżeństwo, ale tak...? Jak mógł jej cos takiego powiedzieć? Astoria faktycznie musi go niesamowicie kochać. Mam nadzieje, ze sie ten Malfoy ogarnie. Ja rozumiem przerażenie, ale zachował sie wręcz okrutnie.
    Technicznie niezłe, choc niektóre Zdania miały dziwna konstrukcje, szczegolnie wbiło mi sie pamięć to z Chris nieskładająca jakichś dokumentów-chyba trzy razy je czytałam, by zrozumieć, co chciałaś nim prEkazac.
    Czekam na następny post i zapraszam na niezaleznosc-hp.blogspot.com ponadto zapraszam takze na konstruktywna-krytyka-blogow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też właśnie wracam do życia, dziś postawiłam ostatnią kropkę pod licencjatem :).
    Cieszę się, że wróciłaś, ale okazuje się, że nie pamiętam połowy wątków :( Będę zatem czytała jeszcze raz.
    O rozdziale powyżej powiem: Z wprawy nie wypadłaś. Dalej lekki styl, ładna akcje, nie za szybko. Błędów nie zauważyłam :) Tęskniłam z Teodorem z Twojego wydania. :)
    Pozdrawiam,
    Farfocel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, jestem na świeżo z całością, mogę powiedzieć śmiało, że cały czas piszesz tym samym lekkim stylem z czystym sumieniem ;)

      Usuń
  5. O matko!
    Genialny rozdział!
    Trochę się wkurzałam, trochę śmiałam (kalendarz Granger! haha) i kilka razy siedziałam przed ekranem z otwartymi ustami nie wiedząc jak mam reagować. Świetnie grasz na emocjach czytelnika wciągając go całego do swojej opowieści.
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział i pozdrawiam!
    CISSY

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu.
    Na szczęście nie wyszłaś z wprawy. Cieszę się, że wróciłaś, bo mimo dwuletniej przerwy nadal pamiętałam o Wyjątku i Szczycie. Taka jestem sentymentalna.
    Żeby tak zapisywać, ile trwa poranny prysznic? Przeraża mnie trochę ta perfekcyjna Hermiona! Wolałam tę w wieku szkolnym, choć myślę, że ta perfekcja nie potrwa za długo (ach, miłość). Urzekło mnie to, że Granger daje Nottowi lektury na wieczór. (W dodatku Ojciec Chrzestny, yass). I że chodzi przy nim na boso, gdy nikt inny tego nie widzi. Ogólnie zwykle to, co pisałaś miało urok, i cieszę się, że nadal ma. Z uwag to tylko tyle, że Malfoy miał szare oczy, o ile dobrze pamiętam, bo Harry'ego Pottera nie czytałam dobre parę lat.
    I uszanowanko za odwagę na maturze!

    OdpowiedzUsuń
  7. directionerka11210 czerwca 2017 19:24

    Zajrzałam na chwilę, patrzę a tu nowy rozdział, radość wielka. To dziwne, ale mam nadzieję, że Malfoyowie się pogodzą i urodzi się mały Scorpius. Rozdział jak zawsze super. Czekam na kolejne. Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że wróciłaś ^^

    OdpowiedzUsuń

Uprasza się także o niespamowanie. Fuj.

Razem?

Na nagłówku jest Max Irons, textury są od Carllton i ZhrSmile, a w porządkach pomogły mi instrukcje z Tajemniczego Ogrodu.
Szablon wykonałam sama. Uprasza się o niekopiowanie.