9 lipca 2015

7.

Teodor czuł się dziwnie, już odkąd znalazł się w Ministerstwie Magii. Nie chodziło o tłum czarodziejów śpieszących w różne strony ani o papierowe samolociki latające nad ich głowami, a o to charakterystyczne coś w powietrzu… Magia, jeszcze silniejsza niż na Pokątnej. Tutaj przenikała wszystko, od błyszczącej posadzki atrium poprzez wodę pluskającą w Fontannie Magicznego Braterstwa aż po każdą żywą istotę. Potrzebował chwili, by przyzwyczaić się do takiego otoczenia, po czym wziął głęboki wdech i ruszył w stronę złotych wind.
Przypatrywał się dyskretnie ludziom, których mijał. Nie wyglądali na zgnębionych psychicznie czy podenerwowanych; większość miała skupione wyrazy twarzy, lecz z pewnością nie malowała się na nich chęć ucieczki. To dobry znak. Teodor zwrócił także uwagę na ubrania. Część urzędników wybrała tradycyjne szaty czarodziejów, a reszta postawiła na mugolskie stroje. W duchu odetchnął z ulgą: założenie grafitowego garnituru okazało się dobrą decyzją. Schludny wygląd Notta burzyły jedynie odstające na wszystkie strony czarne kosmyki, ale z nimi w żaden sposób nie potrafił sobie poradzić.
Departament Przestrzegania Prawa mieścił się na drugim poziomie. Tworzył rozległą sieć korytarzy i gdyby nie tabliczki na prawie każdym rogu, Teodor nie miałby szans w trafieniu do gabinetu szefa. Poczekalnia wyglądała całkiem przyjemnie. Stało w niej parę krzeseł, niewielki stolik, szafki z powysuwanymi szufladami oraz duże, zasłane papierzyskami biurko, przy którym nikt nie siedział. Teodor natychmiast skorzystał z nieobecności asystenta i zapukał do drzwi. Rozległo się krótkie „Proszę!”, po którym szybko wślizgnął się do gabinetu.
Wszedł do pomieszczenia przestronnego, przytulnego i niezwykle jasnego. Nie spodziewał się czegoś takiego wiele metrów pod ziemią, wśród zimnych ścian Ministerstwa Magii. Oczekiwał raczej ciemnych kolorów, półmroku oraz ciężkich, drewnianych mebli. Meble, owszem, były drewniane, lecz w niczym nie przypominały topornych antyków ze sklepu pana Robinsona. Kolor ścian natychmiast skojarzył mu się z kawą z mlekiem, wypastowany parkiet lśnił w promieniach letniego słońca wpadającego przez duże okna. Panował tutaj niezwykły porządek i harmonia, jakby wszystko było dokładnie na swoim miejscu. Za dużym biurkiem siedziała Hermiona, która uniósłszy głowę znad notesu, aż wytrzeszczyła oczy.
Teodor bezszelestnie zamknął za sobą drzwi.
– Dzień dobry, panno Granger.
Hermiona zatrzasnęła notes, nie spuszczając z niego wzroku.
– Co ty tu robisz? – warknęła. – Dlaczego mój asystent nie poinformował mnie o twoim przybyciu?
– Jaki asystent? Ach, ten, który właśnie gdzieś sobie poszedł, tak?
Zacisnęła usta w wąską linię.
– Więc co cię do mnie sprowadza?
Teodor bez słowa wyjął ze swojej teczki koszulkę z dokumentami i podał ją dziewczynie. Ta obrzuciła go podejrzliwym spojrzeniem. Zerknęła na pierwszą stronę. Zamrugała szybko.
– Życiorys? Po co mi twój…  – urwała, zrozumiawszy. Założyła ręce na piersiach i rzuciła zjadliwie: – Syn marnotrawny powrócił.
– Pozwoli pani, że usiądę? – Teodor zajął miejsce na krześle przed biurkiem. – Mam nadzieję, że pani oferta jest nadal aktualna…
Chyba sobie kpisz.
– Nie, dlaczego? – spytał ze szczerym zdziwieniem. – Sama pani mówiła, że… zaraz, zaraz… Jestem elokwentny, dokładny, umiem zachować wokół siebie ład i porządek…
Prawie się uśmiechnął, kiedy dostrzegł złość malującą się na twarzy Hermiony. Dziewczyna nachyliła się w jego stronę, a jej oczy ciskały gromy.
– Skończmy tę szopkę – przerwała mu chłodno. – Naprawdę myślisz, że po tym, co wydarzyło się w twoim domu, mam ochotę w ogóle na ciebie patrzeć?
– Tak właśnie myślę, a właściwie… jestem tego pewny. Inaczej wyrzuciłabyś mnie stąd, zanim w ogóle siadłbym na krześle.
– Nott, wyjdź.
– Rozmowa rekrutacyjna jeszcze się nie skończyła. – Teodor przysunął się do biurka i oparł na nim splecione dłonie. Kątem oka zerknął na pojemniczek na długopisy: nawet one były poukładane kolorystycznie. – Rozpatrzyłem twoją propozycję i jednak chcę dla ciebie pracować, Granger.
– Ale ja już nie chcę, żebyś dla mnie pracował. Propozycja jest nieaktualna. Czy potrzebujesz dodatkowego przeliterowania?
– Po tym bajzlu w poczekalni sądzę, że to ty czegoś potrzebujesz – prychnął Teodor. – Konkretnie nowego asystenta.
Hermiona zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem.
– I tak po prostu zmieniłeś zdanie?
– Tak po prostu – potwierdził. – Gruntownie ją przemyślałem. W dodatku odezwał się we mnie moralny obowiązek pomocy biednym. Ulituję się nad tobą i zastąpię tego nierozgarniętego chłopca.
– Merlinie, Nott, naprawdę myślisz, że przyjmę cię tylko dlatego, że Jake ma bałagan na biurku? – Jej głos przepełniało niedowierzanie, przez które Teodor zaczął wątpić w powodzenie prowadzonego przedsięwzięcia. – Na to miejsce czatuje mnóstwo innych kandydatów.
– A do którego z nich przyszłaś osobiście ze swoją ofertą? – spytał łagodnie Teodor, ale nie dała się zwieść.
– Nawet nie wiesz, jak bardzo teraz tego żałuję – syknęła, mrużąc oczy. – Zachowałeś się jak prostak, o twoim koledze nawet nie będę wspominać.
Zdziwienie spowodowane poznaniem tej bardziej kąśliwej strony Hermiony zostało zastąpione irytacją.
– Boże, naprawdę nadal wściekasz się o Zabiniego? Ja go nie zapraszałem! – zaprostestował Teodor.
– Co tylko potwierdza moje przypuszczenia co do jego braku dobrych manier oraz tego, że pozwalasz mu wchodzić sobie na głowę.
– No nie, Granger, zamierzasz wybierać mi znajomych?
– I jeszcze Brudek! – dodała Hermiona, nie zwracając uwagi na coraz większą wściekłość Teodora. – Niby z ciebie taki mugol, a zniewoliłeś biednego skrzata domowego!
– Rzeczywiście, przepraszam, że go uwolniłem, a on przyczepił się mnie jak rzep psiego ogona. Już ci tłumaczyłem, Granger – dałem mu rękawiczkę. Myślałem, że sobie pójdzie, zresztą, i tak wyjechałem, więc nie chciałem, żeby na mnie czekał. Wróciłem do posiadłości i zastałem go leżącego przed kominkiem, tulącego tę rękawiczkę jak świętość. Ja niczego mu nie kazałem. Jeśli chcesz, możesz go spytać, możesz zrobić wszystko, co uważasz za stosowne. – Wykonał dłońmi nieokreślony gest. – Nie wierzę, że się przed tobą tłumaczę.
Hermiona nie odpowiedziała. Wpatrywała się w niego z założonymi na piersiach rękami i najwyraźniej analizowała obecną sytuację. Teodor milczał, odwzajemniając jej spojrzenie z zawziętością godną myśliwego czyhającego na zwierzynę, co nie było zresztą zbyt trudne: spoglądanie w ładne, duże, brązowe oczy nie należało do nieprzyjemnych czynności.
Drgnął, kiedy westchnęła. Wyraz jej twarzy nieco złagodniał.
– Nie zaczniesz pracy od razu – powiedziała cicho. Teodor od razu się rozluźnił.
Wygrał.
– Nie śpieszy mi się.
– Napiszesz do mojej poprzedniej asystentki i grzecznie poprosisz o wszystkie wytyczne – kontynuowała Hermiona tonem nauczycielki instruującej ucznia, który coś przeskrobał i nie bardzo wie, co z tym zrobić.
– Masz jakieś obiekcje co do moich dobrych manier? – obruszył się.
– Sam odpowiedz sobie na to pytanie. Aha, no i najważniejsze: musisz uzupełnić swoje braki z zakresu znajomości czarodziejskiego prawa. Inaczej nie masz tutaj wstępu.
Teodor spodziewał się tego, ale mimo to przywołał na twarz wyraz zaskoczenia.
– Czy ty nie wspominałaś o tym, że będę mieć czas na naukę do owutemów?
– Cóż, Nott, gdybyś wtedy rozważył moją ofertę… – Wzruszyła ramionami. – Nie zapominaj zresztą o tym, że w gruncie rzeczy w ogóle nie powinnam brać pod uwagę twojej kandydatury właśnie ze względu na brak owutemów.
– Zaraz, zaraz, jak to było…? Nikt się nie dowie, tak? Sama proponowałaś mi to jawne oszustwo, Granger.
Patrzył z triumfem, jak milczy, szukając odpowiedzi.
– Chciałam ci pomóc – rzekła o wiele ciszej niż poprzednio. – Przecież doskonale wiedziałam, jak ciągnęło… jak ciągnie cię do magii. Myślałam, że to dla ciebie szansa. Och, no i masz rację. Potrzebuję cię na tym stanowisku, Teodorze.
Sposób, w jaki powiedziała „potrzebuję cię”, sprawił, że coś w nim drgnęło. Wypuścił powoli powietrze z ust.
– Daj mi tydzień – mruknął.
– Tydzień? – powtórzyła Hermiona, unosząc brwi.
– No, półtora – poprawił się Teodor po przeanalizowaniu swoich słów. – Do następnego poniedziałku będę mieć wszystko w małym palcu.
– Nie zdążysz.
– Zakład?
– Nie przyjmujemy hazardzistów – ucięła Hermiona, ale przysiągłby, że kąciki jej ust drgnęły.
– O której mam być w poniedziałek?
– O ósmej. Bardzo chętnie… sprawdzę twoją wiedzę. – Jej oczy błysnęły. – Pozwól, że dopiero wtedy przedstawię ci warunki umowy, jeśli okaże się, że takową zawrzemy.
Teodor uśmiechnął się.
– Oczywiście.
Hermiona obeszła biurko, by odprowadzić go do drzwi. Gdy już dotykał klamki, zatrzymała go.
– Właśnie! Zapomniałabym. Lepiej załatw sobie w Departamencie Transportu Magicznego pozwolenie na teleportację międzykrajową, oby jak najszybciej. Bardzo często wyjeżdżam w delegacje, a teleportacja to jednak najlepszy środek transportu.
Teodor parsknął kpiącym śmiechem.
– Myślałem, że jeszcze nie zostałem przyjęty – zauważył.
– Zabini powinien być zachwycony.
– Co?
Patrzyła mu prosto w oczy przez parę sekund, zanim powiedziała:
– Do widzenia, panie Nott.
Zawahał się.
Do zobaczenia, panno Granger.
W poczekalni spotkał Jake’a. Był młody, chyba nawet młodszy od niego, miał gwałtowne ruchy, rozbiegane spojrzenie i ewidentnie nie radził sobie z górą papierów na biurku. Kiedy Teodor go mijał, nawet nie podniósł głowy. Z chaosu wyrwał go głos Hermiony.
– Jake? Mogę cię na chwilę prosić do gabinetu?
Nott zerknął przez ramię akurat w chwili, kiedy kobieta zamykała drzwi za swoim pracownikiem. Zdążył dostrzec, jak wzniosła oczy do nieba w wyrazie absolutnego zniechęcenia.

***

Teodor nie od razu opuścił Ministerstwo. Zamiast udać się prosto do wyjścia, pojechał windą na szóste piętro, gdzie znajdował się Departament Transportu Magicznego. Tym razem również nie miał problemów z odnalezieniem się w labiryncie korytarzy dzięki obecności tabliczek oraz oznaczeń. Przy okazji zauważył, że ten departament jest znacznie mniejszy od Departamentu Przestrzegania Prawa, ale za to zza niektórych drzwi dobiegały niepokojące odgłosy. W jedne z nich coś ewidentnie łupnęło, gdy obok nich przechodził.
W końcu znalazł odpowiednie, te z tabliczką Teleportacja międzykrajowa i międzykontynentalna. Zapukał krótko i nie czekając na odpowiedź, wszedł dziarsko do środka.
– Cześć, Malfoy!
Draco siedzący przy biurku nie wyglądał na zachwyconego.
– Nott! – syknął. – A gdybym rozmawiał ze swoim szefem?
– Z nim też bym się przywitał. – Zerknął na puste miejsce przy biurku obok. – A gdzie twoja koleżanka?
– Poszła po kawę, zaraz wróci – warknął z irytacją. – Czego chcesz, Nott? Jestem w pracy.
– Ja też – odparł Teodor, wzruszając ramionami. Przycupnął na skraju biurka współpracowniczki Malfoya.
Draco odrzucił długopis i spojrzał z niedowierzaniem na kolegę.
– Czyli jednak dla niej pracujesz, tak? Od kiedy?
– Od przyszłego poniedziałku. – Draco uniósł brew w wyrazie niezrozumienia. –  Jeszcze nie podpisaliśmy umowy – wyjaśnił Teodor – bo muszę ogarnąć czarodziejskie prawo. Gdy to zrobię, przyjmie mnie z otwartymi ramionami.
Draco zacisnął palce u nasady nosa i przymknął oczy.
– Będziesz pracować dla szlamy. Morgano, dla szlamy. Nie sądziłem, że tak nisko upadniesz.
– Jakby nie patrzeć, ona stoi wyżej od ciebie w hierarchii – zauważył Teodor, biorąc do ręki pudełko ze spinaczami.
– Ale ja nie podcieram jej tyłka – odparował Draco.
– Ja też nie.
– A przepraszam, o pracę na jakim stanowisku się starasz?
– Spokojnie, jeśli w umowie będzie coś o pomocy w toalecie albo o lataniu do sklepu po podpaski, zbuntuję się.
– Och, jeszcze cię o to nie poprosiła?
– Przestań, Malfoy – fuknął na niego Teodor. Cenił Dracona za wiele rzeczy, między innymi za chłodne myślenie w sytuacjach, które tego wymagały, ale chwilami miał ochotę zetrzeć mu z twarzy ten drwiący uśmieszek. Albo chociaż rzucić w niego spinaczami. – To nie ja złapałem ciepłą posadkę tylko dzięki znaczącemu nazwisku. A przepraszam, od ilu lat już na niej siedzisz?
– Awansowałbym, gdyby nie to, że nie podoba mi się ciągłe opuszczanie kraju, bo ktoś utknął w tunelu teleportacyjnym między Francją a Kanadą – żachnął się Draco, przeczesując włosy dłonią.
À propos teleportacji. Potrzebuję pozwolenia na teleportację międzykrajową, ale właściwie mógłbyś mi załatwić też tę drugą. Nie wiadomo, kiedy się przyda.
Blondyn znów uniósł brew.
– Na twoim miejscu nie liczyłbym na pomoc z mojej strony – rzekł wyniośle, unosząc nieco podbródek do góry. Jakie to… arystokrackie.
– Nie przesadzaj, Malfoy, bo pomyślę, że uszkodziłem twoją biedną, kruchą dumę – zakpił Teodor.
– Uważaj, żeby ciebie ktoś nie uszkodził, Nott.
Teodor odłożył spinacze i ześlizgnął się z biurka. Wygładził rękawy marynarki, zapiął jej guziki.
– To jak? – zapytał. – Załatwisz mi to? Najlepiej jak najszybciej?
– A przyjdziesz w piątek do Chimery?
– Malfoy, mam półtora tygodnia, żeby ogarnąć czarodziejskie prawodawstwo przynajmniej w stopniu zadawalającym.
– I co w związku z tym? Daj spokój, Nott, nie jesteśmy w szkole, nikt nie da ci trolla, jeśli nie odrobisz zadania domowego, a jeden wieczór z dala od książek cię nie zbawi.
Teodor powstrzymał się od wywrócenia oczyma. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów.
– Zastanowię się. Ruszyło coś w sprawie kasyna?
– To ty pracujesz dla Granger, powinieneś wiedzieć. Tutaj się nie pali – dodał, gdy Teodor rozpoczął poszukiwania zapalniczki. Ten obdarzył go podejrzliwym spojrzeniem.
– Tylko tutaj?
– W całym ministerstwie.
– Szlag – zaklął Teodor, już wyobrażając sobie te godziny postu przed i po przerwie na lunch. Schował z powrotem papierosy. – A co do Granger, to jeszcze u niej nie pracuję. Na pewno ułatwią mi to te pozwolenia.
– Wiesz, że Zabini cię zabije, kiedy się dowie?
– Nie zabił mnie, kiedy spotkał ją w moim domu, więc to też powinien zaakceptować.
Wtedy drzwi otworzyły się i do pomieszczenia weszła kobieta. Wysoka, smukła, rudowłosa, ale nie płomiennoruda jak Weasleyowie; jej włosy przypominały kolorem miedź mieniącą się złotymi refleksami. Miała twarz o ostrych, wyrazistych rysach, a usta podkreślone karminową szminką. Spojrzała na Teodora spod długich rzęs i rzuciła niskim głosem:
– Dzień dobry. Czy w czymś mogę pomóc?
Teodor odchrząknął.
– Dziękuję, właściwie już wychodzę. – Odwrócił się do Malfoya i mruknął: ­– Liczę na ciebie.
Wyszedł, udając, że kompletnie nie czuje na sobie palącego wzroku rudowłosej piękności.

***

Starał się zapamiętać przepisy dotyczące traktowania niepełnoletnich czarodziejów na wypadek popełnienia przez nich przestępstwa na mugolach niezwiązanego z magią (czarodzieje z rodzin niemagicznych mieli stanąć przed mugolskim sądem; ci drudzy natomiast podlegali Departamentowi Przestrzegania Prawa), w czym pomagał mu wielki kubek kawy, kiedy do salonu wleciała sowa, przecinając powietrze olbrzymimi skrzydłami. Usiadła na notatkach Teodora i spojrzała na niego niemalże wyzywająco swoimi żółtymi ślepiami. Do nóżki miała przywiązaną opasłą kopertę – wielkość przesyłki wprost proporcjonalna do rozmiarów gońca, pomyślał chłopak – w której znajdowały się trzy listy. Dwa z nich uprawniały niejakiego Teodora Notta do podróży międzykrajowych i międzykontynentalnych, a trzeci, napisany odręcznie, składał się z zaledwie paru słów.

Stawiasz mi za to przynajmniej pięć kolejek.

Teodor wywrócił oczyma, wziął łyk kawy i wrócił do nauki. Sowa Malfoya najwyraźniej uznała, że nie ma tu więcej nic do roboty, bo chwilę później zerwała się do odlotu, szarpiąc pazurami stosik kartek. Nott zaklął szpetnie pod nosem, ogarnął spojrzeniem bałagan na stoliku i uznał, że najwyższy czas na przerwę. Wyciągnął spod podręcznika transmutacji paczkę papierosów. Odpaliwszy jednego, rozsiadł się wygodnie, i przymknął oczy.
Termin egzaminów zbliżał się nieubłaganie, tak samo jak data spotkania z Granger. Dwie wymagające maksymalnego skupienia kwestie splotły się ze sobą i nawarstwiły, co skutkowało zmniejszeniem ilości snu, zwiększeniem poziomu stresu i potrojeniem dziennej dawki kofeiny przyjmowanej przez Teodora. Egzaminy końcowe przechodził tylko raz, w trzeciej klasie – jakoś tak się złożyło, że nigdy wcześniej ani później egzaminy po prostu się nie odbywały; a to Dziedzic Slytherina otworzył Komnatę Tajemnic, a to Czarny Pan powrócił, a to dyrektor umarł… – natomiast do SUM-ów podszedł z ogromnym dystansem, jako że przewodziła mu myśl pozbycia się raz na zawsze numerologii i wróżbiarstwa, więc nie bardzo znał się na tej typowej szkolnej panice. Podejrzewał jednak, że gdyby podszedł do owutemów tak jak Bóg przykazał, pewnie tak prezentowałaby się jego wątła psychika.
Czuł się tak, jakby wrócił do szkoły, tylko sto razy gorzej. W Hogwarcie jego wiedza byłaby na tyle świeża, że powtórka przed testami składałaby się tylko z odkurzenia części wiadomości. Teraz wiele rzeczy musiał przyswoić na nowo. Nie spodziewał się, że w ciągu tych lat jego umysł mógł wyrzucić aż tyle informacji, uznawszy je za zbędne.
Trudno. Musiał udowodnić Granger, że to ona powinna być wdzięczna, a nie na odwrót.
Dokończył papierosa, zapalił jeszcze jednego i wrócił do nauki.

***

Po raz ostatni zawitał w antykwariacie pana Robinsona w piątek przed tym poniedziałkiem.
Przyszedł tuż przed zamknięciem. Dzień był upalny i choć słońce powoli chyliło się ku zachodowi, zdawało się ono nie planować odpuszczenia gorąca mieszkańcom Londynu aż do zmierzchu. Mimo skwaru drzwi do sklepu były zamknięte – dla niektórych przedmiotów podmuch ciepłego powietrza mógł okazać się zgubny. Teodor wszedł do środka i prawie westchnął z ulgi, czując chłód na skórze.
Pan Robinson uniósł głowę znad zeszytu, w którym Nott rozpoznał ten, gdzie podliczało się utarg z całego dnia. Mężczyzna uśmiechnął się na widok przybysza.
– Teodor! Myślałem, że już tutaj nie będziesz zaglądał. – Podszedł, by uścisnąć mu dłoń.
– Jedno nie wyklucza drugiego, czyż nie? – Chłopak odegnał wciąż powracające wyrzuty sumienia spowodowane zostawieniem pana Robinsona samego z antykwariatem. – Oczywiście jeśli nadal chce mnie pan widzieć.
– Głupstwa gadasz. Już ci mówiłem, że absolutnie, absolutnie nie mam ci za złe znalezienia nowej, lepszej pracy. Gdybym miał do wyboru wysokie stanowisko w urzędzie a pracę w tym kurzu, uciekałbym stąd, gdzie pieprz rośnie.
Pan Robinson poszedł zamknąć sklep od wewnątrz, żeby żaden zabłąkany klient nie przerwał im rozmowy, a Teodor wziął się za robienie herbaty. Rozłożył na talerzykach po ciastku czekoladowym, które ze sobą przyniósł, odnalazł ulubiony kubek starszego pana oraz umył łyżeczki w małej umywaleczce. Poruszał się przy tym z płynnością kogoś, kto znał to miejsce jak własną kieszeń. Wyjrzał zza drzwi i omiótł smętnym spojrzeniem główną salę. Wiedział, że będzie mu tego brakować, nawet jeśli nigdy wcześniej nie myślał o tym miejscu jako o czymś niezwykle bliskim jego sercu.
Usiedli na taboretach przy biurku, tak jak robili to wiele razy wcześniej. Teodor nie mógł powstrzymać wzmagającego się poczucia winy, które było jeszcze potęgowane przez wrażenie, że widzą się po raz ostatni.
Pan Robinson zapytał, jak przeszła „rozmowa kwalifikacyjna” z nową pracodawczynią. Teodor z chęcią zaprzestał przeklinania w myślach samego siebie i opowiedział o przebiegu swojej misji. Ośmielił się nawet napomknąć, że pracę zaproponowała mu dokładnie ta sama dziewczyna, która kiedyś wypadła z antykwariatu niczym prawdziwa bogini gniewu. Robinson roześmiał się na to określenie.
– Pamiętam ją – stwierdził. – Kotka, której ktoś nadepnął na ogon.
Lwica.
– Dokładnie ta.
– Wspominałeś, że to stara znajoma.
Teodor kiwnął głową, upijając łyk herbaty.
– Znaliśmy się w sumie od dziecka, chodziła ze mną do jednej klasy. Zawsze była taka… zadziorna, co właściwie do tej pory się nie zmieniło – mruknął.
Pan Robinson zachichotał, ale jego uśmiech prawie natychmiast zbladł. Teodor zerknął na jego nietknięte ciastko i ledwo zaczętą herbatę, której stan uznał za prawdziwą anomalię. Robinson uważał herbatę za najszlachetniejszy napój, należało więc zacząć się niepokoić, jeśli rezygnował z szansy wypicia go.
– Proszę wybaczyć śmiałość, ale czy wszystko u pana w porządku? – spytał ostrożnie Teodor.
Mężczyzna spojrzał na niego smutnymi, bladobrązowymi oczyma. Splótł dłonie na blacie biurka; jego skóra była jasna i cienka, przypominała pergamin, który używano w Hogwarcie.
– Z Sophie… jest źle. Bardzo źle – powiedział cicho. Sophie była jego żoną, z którą w zeszłym roku obchodzili pięćdziesiątą rocznicę ślubu. – Pamiętasz, jak kiedyś na parę dni zostawiłem ci antykwariat pod opiekę? Sophie była wtedy w szpitalu świętego Tomasza na badaniach. Musiałem z nią zostać. – Zawiesił głos, po czym rzekł krótko: – Sophie umiera.
Teodor był tak zaskoczony, że prawie upuścił swój kubek.
– Co? Przecież pańska żona nigdy nie była na nic chora, sam pan mówił, że jest zdrowa jak ryba! – zaoponował.
– Problem starych ludzi, Teodorze, starych, którzy nie chcą się badać, bo uważają, że ich już nic nie dotknie. – Robinson już nie patrzył w oczy swojemu rozmówcy, tylko uciekał wzrokiem w stronę okna, za którym gasły ostatnie promienie słońca. – Sophie ma raka. Wykryli u niej przerzuty do wątroby, ale… ale to są jedynie przerzuty.
– A główne ognisko?
– Nie wiadomo, a Sophie nie chce już się badać. – Łamał mu się głos. – Ona się poddała.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu, a Teodor po raz pierwszy od dawna nie potrafił zebrać myśli. W końcu odchrząknął.
– Dlaczego nic pan…
– A niby po co miałbym? – przerwał mu gwałtownie Robinson. – Młodość nie może słuchać o śmierci, bo zbyt wcześnie zrozumie, jakie kruche jest życie
Teodor z trudem przełknął ślinę; miał sucho w ustach mimo wypicia prawie całego kubka herbaty.
– Czy mogę coś dla pana… dla pańskiej żony… zrobić?
– Dla mnie już nic. A dla niej… Odwiedź ją. Nie dzisiaj, dzisiaj jest zbyt gorąco, ona bardzo źle znosi upały, jednak kiedy się ochłodzi, myślę, że bardzo dobrze zrobiłaby jej wizyta kogoś tak młodego i jednocześnie tak inteligentnego. Wiesz, opowiadałem jej trochę o tobie. Zainteresowałeś ją, choć nigdy cię nie widziała.
Nie wiedział, co na to odpowiedzieć. W końcu wydusił z siebie:
– Jeśli przydałbym się w jakiś sposób, proszę dać znać, a postaram się zrobić co w mojej mocy. W każdej sprawie.
Pan Robinson uśmiechnął się niemalże dobrodusznie i pociągnął łyk, teraz już na pewno zimnej, herbaty. W jego oczach czaiła się świadomość przegranej.
_______________
Dziękuję wspaniałej Konsultantce Medycznej (mojej Mamie), która pomogła mi w kwestii Sophie. Dialog autentyczny:
– Kurczę, chcę uśmiercić żonę ziomka z antykwariatu, tylko nie wiem jak. Pomożesz?
[po niezbędnym opisie z mojej strony]
– Skoro potrzebujesz dać jej tyle czasu, to wrzuć jej przerzuty do wątroby. Powinno styknąć.

Najważniejsza sprawa dotyczy fanpage’a założonego wprawdzie z myślą o Jednym Jedynym Wyjątku, ale myślę, że czas najwyższy trochę go zmodyfikować. Zapraszam więc na Twórczość wszelaką Empatii, gdzie będę publikować informacje związane ze swoimi opowiadaniami, jak i dzielić się z Wami wszystkim, co przyjdzie mi do głowy – strzeżcie się. I lajkujcie, jeżeli chcecie być na bieżąco.
To tyle. Buziaki!

Empatia

11 komentarzy:

  1. Jak dawno nie było rozdziału! Ogólnie u mnie na stronie bloggera bardzo rzadko się ostatnio cokolwiek pojawia, mam takie wrażenie, że już nie ma tego zapału, co kiedyś. Mam nadzieję, że się mylę.
    Ale nie o tym tu chciałam mówić!
    Bardzo przyjemny rozdział, cieszę się, że Teosiowi udało się przekonać Hermionę :D Choć w sumie tak miało być. I tak się cieszę.
    Szkoda mi się zrobiło tego, że Teodor już nie będzie pracował w antykwariacie. Polubiłam to miejsce.
    Jestem ciekawa postaci Sophie. A nuż Teodor będzie w stanie jej jakoś pomóc?
    Błędów żadnych nie wyłapałam, leci like na twój fanpage.
    Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na nowy rozdział i życzyć weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko przeczytane, przeanalizowane, czas wziąć się za komentarz. Specjalnie ruszyłam się po laptopa, więc radzę to docenić :D

    To po prostu Teodor. I na tym mogłabym zakończyć,ale nie, nie, nic z tego.

    Ale tak, Teodor to największy plus tego opowiadania. Mogłoby być o czymkolwiek, ale że jest Teodor, i to znowu kreowany przez Ciebie, to z chęcią wzięłam się za czytanie. Taki typ postaci, które po prostu lubię: charakterek, cięte riposty, niechęć (przynajmniej pozorna) do całego świata, ciągotki do klimatycznych miejsc, inteligencja i przebłyski ambicji (no, będę się uczyć!). Lubię ich nie tylko w książkach czy filmach (pomijając papierosy, sio!), ale to już inna historia :) Jednak w kontekście mojej oceny to dobrze, bo skoro mam w swoim otoczeniu takich Teodorków (ja też trochę tu pasuję :P), to jakoś łatwiej mi tę postać zrozumieć.

    Teodor ma w sobie trochę sprzeczności, raz ma magii dosyć, raz bawi się różdżką. Ale on nigdy w zupełności od świata magii się nie odciął - sam mówił, że zagranicą też przebywał wśród czarodziejów. Choć oni różnili się od tych brytyjskich, i chyba o to właśnie chodziło. Ale nie mógł tułać się w nieskończoność - wrócił do Anglii, do domu (choć myślałam, że raczej wynajmie sobie mieszkanie, ale w sumie... skoro miał swoje, to czemu nie?), a że skrzat został, to go przecież nie wygoni. W antykwariacie było mu dobrze, ale w końcu jego ambicja i ciekawość wygrały. No po prostu, chłopak ciekawy świata i tyle. Ma talent do czarów i chce to rozwijać, choćby dla samego siebie. Ja tak to przynajmniej widzę.
    Czy jest hipokrytą? Może trochę, ale na pewno są tu więksi hipokryci. Chociażby Malfoyowie, którzy żyją jak czarodzieje, pracują w Ministerstwie (przynajmniej Draco), trują o tej swojej czystości krwi... ale przecież mugolskie drinki i auta są takim fajnym dodatkiem, prawda? Teodor jest ich przeciwieństwem - żyje i pracuje jak mugol, a to magia jest takim "dodatkiem" do jego życia.

    Pogubił się tylko w jednej kwestii - towarzystwa. Choć tu mogę się wczuć w jego sytuację, bo ostatnio nagle ludzie sobie wymyślili, że nie jestem jakąś aspołeczną jednostką i zapraszają mnie gdzieś, wyciągają w miejsca, do których wcale nie chce mi się iść. Spotykam się czasem z ludźmi, których tak właściwie to nie lubię, albo nie umiem się z nimi dogadać, ale bez przesady - takiemu Malfoyowi czy Zabiniemu bym się nie dała. (Podejrzewam, że w Hogwarcie relacje między nimi a Nottem były takie jak w Wyjątku.) A Teodor momentami zachowuje się jak wzorowy kumpel - sam się nie umie zdecydować, czy trzymać z nimi, czy nie. Cieszy się jak dziecko, bo ktoś do niego zagadał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. O ile w Wyjątku kwestia Teomione była oczywista ("Przecież oni muszą być razem, oni do siebie tak pasują!"), to tutaj mam przeciwne zdanie. Hermiona od pierwszej chwili mi się tu nie podoba - och, tu pożyczy książki, tu będzie miła, tu znowu wali tymi ripostami, wymądrza się... Odbieram ją prawie tak, jak tę kujonkę, którą była na początku pierwszej klasy, co to zaraz pójdzie sama złapać trolla. Tylko, że dla koleżanek jest niezmiernie miła i słodka.
      Relacja Teodor-Hermiona na chwilę obecną przypomina mi relację House-Cuddy. Tylko ja widzę podobieństwo? Razem studiowali, a potem pracowali w jednym szpitalu, a ona była jego szefową. I jeszcze ten cięty język.

      O Harrym i Ginny słyszeć nie chcę, chyba, że gdzieś tylko coś wspomnisz. O dziwo, szczęśliwa młoda rodzina nie jest dobrym tematem na fanfic :P O Ronie też na razie nic nie było... wierzę w to, że nie "rozstali się z Hermioną, bo on ją bił albo zdradzał", bo ty chyba byś tak nisko nie upadła. Ale prędzej czy później chyba będziesz musiała wytłumaczyć, co z nim.

      Styl masz świetny, dialogi cudowne, poza Teodorem są to największe plusy tego opowiadania. Fabułą - niestety, niestety, niestety - jestem póki co troszkę rozczarowana. Chętnie poczytałabym o tym, co Teodor przez te sześć lat robił, podróżować z nim po Europie, nie tylko w ramach retrospekcji. Sama miałam podobny pomysł (choć związany z kontynuacją tego, co kiedyś tworzyć zaczęłam, ale ogólnie motyw ten sam - Teodor po tym, jak bliska mu osoba spadła z Wieży Astronomicznej, chce uciec od ojca i całej reszty i błąka się po świecie), więc tu się chyba odzywa moja niespełniona ambicja.
      Dobra, już w tej Anglii jest, przyjęłam to do wiadomości. I nawet mi się podobało, nie powiem, a podobałoby mi się bardziej, gdyby wywalić wszystkie sceny, gdzie Teodora nie ma. Serio. Lubię rozbudowane, wielowątkowe historie, ale to jest taki jeden jedyny wyjątek (hah :D), gdzie po prostu okroiłabym co nieco, lecz wiem, niektóre rzeczy trzeba dopowiedzieć. Tylko jakoś czytanie o tym, jak to Hermiona zrobiła karierę, jak to Draco urządził mieszkanie czy jak to tam się Harry'emu żyje frajdy mi nie sprawia. Bo to akurat się powtarza w większości fanfików post-wojennych: wszyscy pracują w Ministerstwie, Harry jest aurorem, bla, bla, bla. Tylko że tutaj jest to napisane w najlepszym stylu.
      Nie wiem, jak to się dzieje, że ten antykwariat jest dla mnie bardziej magiczny niż departamenty Ministerstwa. Dobrze, że państwo Robinson jeszcze się pojawią. A jeśli chodzi o Chimerę, to spodziewam się zabawnych dla czytelnika spięć na linii Zabini-Granger. Może klub faktycznie nam dostarczy rozrywki :)

      No nic, czekam, co będzie dalej. Weny życzę. I niech Teoś będzie z Tobą ;)

      Usuń
  3. Hej!
    Nie komentowałam wcześniejszych rozdziałów, ponieważ tak mnie wciągnęło, że nawet nie miałam czasu.
    Przeczytałam wszystkie rozdziały i jestem pod wielkim wrażeniem twojego stylu pisania. Opowiadanie czyta się lekko i przyjemnie. Powiem szczerze, że pierwszy raz spotykam się z tematyką Teomione. Bardzo mi się spodobało i napewno będę tutaj częściej zaglądać. Czekam z niecierpliwością na nexta.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny! <3
    R.Q.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach, jak ja się stęskniłam za Twoim stylem, Empatio nawet spbie nie wyobrażasz. Skoro piszesz w wieku 15/16 lat w taki sposób, to aż trudno sobie wyobrazić, jak będziesz pisała za kilka wiosen... T jest fenomenalne, czarujesz słowem, Twoi bohaterowie są z krwi i kości, dobór wyrazów, ich sens, a również to, co pomiędzy... Jest naprawdę fantastyczne. Draco mnie wkurza, nic dziwnego. Teodor podjął słuszną decyzję, choć teraz faktycznie musiał przysiąść żeby przekonać siebiel Hermionę i innych, że nadal jest czarodziejem i że trzeba się liczyć z jego wiedza i umiejętnośćiami xD Myślę, że zaliczy i interwiev (haha) i owutemy za pierwszym razem xD Mam ogromną nadzieję w każdym razie. Zapraszam do mnie na nowość zapiski-condawiramurs

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem co napisac. To było genialne? Dialogi mnie powalają na kolana, a nielubiana przeze mnie - od wyjścia 1-szego tomu Harry'ego Pottera - postac (hermiona) nagle zaczyna zyskiwać moją sympatię, mimo że jest bardzo kanoniczna. Nad Teo nie będę się spuszczać, ani nad Draco, bo ich kocham. Ciekawy wątek z Sophie. Czyźby miała do odegrania jakąś rolę? No i kimże jest ta miedzianowłosa kobieta? Przelotny trzecioplawiec, czy ktoś kto stanie się ważny?
    Tyle pytań bez odpowiedzi.

    Pozostaje czekać na kolejny rozdział.
    Weny.

    P.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dawno Cię nie było, ale mam nadzieję, że, teraz, w wakacje będziesz dodawała posty częściej. :D
    Po pierwsze, bardzo podobała mi się wymiana zdań między Teodorem, a Hermioną. Uwielbiam zdenerwowaną pannę Granger, wydaje się być wtedy bardziej drapieżna i nieprzystępna, ach. Co do Notta, również był świetny. Widać było, że miał dobry humor. Jest zdecydowanie bardziej intrygujący, kiedy próbuje żartować, jest sarkastyczny i cyniczny. +Nie mogę się doczekać, kiedy zostanie już tym asystentem.
    Po drugie, rozmowa z Malfoyem również mi się podobała. Powtarzam to już któryś raz, ale Draco w twoim opowiadaniu jest niesamowity. Blaise'a też lubię, ale nie aż tak. :v
    Swoją drogą, mimo że Teodor dużo już zapomniał, myślę że owutemy zda śpiewająco. W końcu zawsze był świetnym uczniem i nie potrzebował dużo czasu na powtórzenie materiału.
    Kolejna sprawa - wizyta w antykwariacie pana Robinsona. Ten fragment także czytało się przyjemnie, ale wydaje mi się, że nie miało to wielkiego znaczenie dla reszty fabuły, więc tutaj raczej nie będę się rozpisywać.
    Podsumowując, rozdział mi się podobał i czekam na następny. :D Jestem ciekawa, jak Nott poradzi sobie w roli asystenta.
    silence-guides-our-minds.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Dawno Cię nie było, ale mam nadzieję, że, teraz, w wakacje będziesz dodawała posty częściej. :D
    Po pierwsze, bardzo podobała mi się wymiana zdań między Teodorem, a Hermioną. Uwielbiam zdenerwowaną pannę Granger, wydaje się być wtedy bardziej drapieżna i nieprzystępna, ach. Co do Notta, również był świetny. Widać było, że miał dobry humor. Jest zdecydowanie bardziej intrygujący, kiedy próbuje żartować, jest sarkastyczny i cyniczny. +Nie mogę się doczekać, kiedy zostanie już tym asystentem.
    Po drugie, rozmowa z Malfoyem również mi się podobała. Powtarzam to już któryś raz, ale Draco w twoim opowiadaniu jest niesamowity. Blaise'a też lubię, ale nie aż tak. :v
    Swoją drogą, mimo że Teodor dużo już zapomniał, myślę że owutemy zda śpiewająco. W końcu zawsze był świetnym uczniem i nie potrzebował dużo czasu na powtórzenie materiału.
    Kolejna sprawa - wizyta w antykwariacie pana Robinsona. Ten fragment także czytało się przyjemnie, ale wydaje mi się, że nie miało to wielkiego znaczenie dla reszty fabuły, więc tutaj raczej nie będę się rozpisywać.
    Podsumowując, rozdział mi się podobał i czekam na następny. :D Jestem ciekawa, jak Nott poradzi sobie w roli asystenta.
    silence-guides-our-minds.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Błędów nie przyuważyłam, chociaż zastanawiam się, czy (w momencie mówienia o sumach i owutemach) nie machnęłaś się z owutemami (był tekst, że gdyby należycie podszedł do owutemów, to jego psychika byłaby w podobnym stanie czy jakoś tak. A nie do sumów?).
    I jakoś krótko mi.Nie wiem, czy tylko mnie się wydaje, czy tak po prostu jest, ale mało tego tekstu. Mało wydarzeń chyba też. Będziesz rozciągać historię? :P
    I mam też wrażenie, że nie szło Ci pisanie tego rozdziału tak lekko, jak normalnie.
    Ale to tylko moje przypuszczenia.
    Sama treść - Nott z Granger w urzędzie. Jak się pokłócą, to rozpieprzą całe Ministerstwo Magii, ale dobra! Ja chcę to zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. directionerka11215 lipca 2015 20:29

    To jest boskie, a ta rozmowa Hermiony i Teodora po prostu się uśmiałam. Życzę ci dużo weny i pomysłów na akcję. Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
  10. No powiem Ci, że fajnie!
    Tak jak przewidywałam Teodor będzie asystentem Hermiony.No,no będzie Ciekawie. No i albo mi się wydaje albo Teo chce otworzyć zamknięte drzwi w Tamtym Departamencie :)Wszystko wogole znakomicie!
    Pozdrówka, Euforiatheone

    OdpowiedzUsuń

Uprasza się także o niespamowanie. Fuj.

Razem?

Na nagłówku jest Max Irons, textury są od Carllton i ZhrSmile, a w porządkach pomogły mi instrukcje z Tajemniczego Ogrodu.
Szablon wykonałam sama. Uprasza się o niekopiowanie.